O autorze
Joanna Filipiak. Zawód: transzawodowy kompozytor treści, kolorów, kształtów i dźwięków; trickster; wichrzyciel, burzyciel, rekonstruktor (w tej właśnie kolejności). Idealista pracujący dla Idei nad wynalezieniem uniwersalnego algorytmu na Autorytet w Działaniu.

Instagram

O wiecznie żywej debacie na temat debaty w świecie sztuki

W świecie sztuki trwa nieustająca debata o debacie o debacie o debacie o debacie, w której najmniej do powiedzenia mają artyści, jakkolwiek by ich nie definiować. Bla bla bla bla – wyrzucają z siebie różni państwo z porządków sąsiadujących, którzy nigdy nie zrobili nic manualnie poza zmywaniem naczyń może.

Obserwuję jak mi się przesuwają przed oczami propozycje paneli dyskusyjnych o dyskusji na facebooku. Dzisiaj na przykład natknęłam się na informację o spotkaniu w Galerii Zachęta, gdzie odbędzie się debata na temat: „Czy artysta musi być kreatywny?” (serio?). Rozumiem, że najlepiej by było, gdyby nie był, gdyby w ogóle samodzielnie nie myślał, bo wtedy chętnie to zadanie przejmą za niego różni państwo, którzy nigdy nie zrobili nic manualnie poza zmywaniem naczyń może.

Jest to wszystko niezwykle niepoważne z punktu widzenia osoby, która umie coś zrobić manualnie. Nie ma czegoś takiego jak bardziej sztuka i mniej sztuka, albo bardziej kompetentny krytyk i mniej. Wszystko co dotyczy estetyki jest bowiem sprawą gustu. Wrażliwość może być tylko indywidualna. Można przypadkiem utrafić we wrażliwość innych ludzi, przy czym najlepiej ze wszystkich wychodzi to gwiazdom Instagrama i taka jest prawda o świecie obrazowania w dobie Internetu, z czym zdaje się ciężko jest pogodzić się zawodowym zarządcom gustu.

Co ciekawe to Muzeum Narodowe w Warszawie najsprawniej reaguje na nadmiar debaty o debacie o debacie o debacie o debacie (nie wiem czy intencjonalnie). Moim zdaniem oczywiście i nie zamierzam tego zdania nikomu narzucać na siłę. W chwili obecnej znajduje się tam wystawa czasowa „W muzeum wszystko wolno”, której kuratorami uczyniono dzieci w wieku od 6 do 14 roku życia. To bardzo świeża ekspozycja (chociaż składająca się ze starych eksponatów), a komentarze, którymi młodzi eksperci opatrzyli wybrane przez siebie artefakty są proste, konkretne, ale i balansujące na granicy poezji. Język, którym posługują się dzieci nie jest nachalny, nie narzuca na siłę interpretacji, świadczy o bezpośrednim odbiorze sztuki przez dzieci, nie zapośredniczonym przez skomplikowane, znane tylko wąskiemu gronu hobbystów, teorie.



Dodam, iż ja generalnie uważam, że dorośli są regresywnymi formami ludzkich dzieci. Dzieci są w porządku, myślą trzeźwiej, niż większość ludzi po 18 roku życia. Ludzie po 18 roku życia ciągle się kłócą o to, czyje na wierzchu, czego doskonałym przykładem jest bezustanna debata o debacie o debacie o debacie o debacie na temat sztuki. Zamiast się zastanowić, jak nie utrudniać życia artystom, których rolą jest generalnie zmiękczanie świata i czynienie go przystępniejszym, wymyśla się jak prowadzić systemy klasyfikacji ich działań według coraz to nowych kluczy.

Zupełnie jakby byli oni bezwolnymi, zasuszonymi kwiatami w zielniku. Lecz czy w zielniku na pewno jest życie, czy może jakiś jedynie po nim powidok, kruszonka z niegdyś mięsistego liścia?
Trwa ładowanie komentarzy...