O autorze
Joanna Filipiak. Zawód: transzawodowy kompozytor treści, kolorów, kształtów i dźwięków; trickster; wichrzyciel, burzyciel, rekonstruktor (w tej właśnie kolejności). Idealista pracujący dla Idei nad wynalezieniem uniwersalnego algorytmu na Autorytet w Działaniu.

Instagram

O tym, dlaczego Polacy nie czytają. Rozważania

Co roku w inteligenckim kółku załamujemy ręce nad badaniami Biblioteki Narodowej dotyczącymi czytelnictwa (czy też upadku czytelnictwa) w naszym pięknym kraju. Dzisiaj możemy alarmować szczególnie histerycznie, bo po książkę sięgnęło w 2015 jedynie 37 procent Polaków. Półki w księgarniach od słowa pisanego wszelkiej maści się uginają, a naród mówi na to pocałujcie nas w d. Dlaczego? Możemy sobie najwyżej pospekulować.

Poinformuję zatem co mnie zniechęca do polskiej literatury najnowszej. Nie jestem raczej reprezentatywna dla statystycznej próby, bo moim ulubionym czytadłem jest liczące 4000 stron „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta, którego czytanie jest czynnością o charakterze medytacyjnym, co z kolei wiąże się z moją generalną potrzebą uprawiania medytacji w różnych formach, niemniej być może okaże się to jakąś wskazówką.

Przede wszystkim mam wrażenie, że polska literatura najnowsza jest tak bardzo skupiona na Polsce, że po przeczytaniu kilku newsów na jakimkolwiek portalu trudno w sobie jeszcze wykrzesać dodatkowy entuzjazm do zapoznawania się z tym, co poza publicystami myślą o naszym kraju również pisarze (nie mówiąc o tym, że część publicystów jest pisarzami i odwrotnie). To było przez jakiś czas ciekawe, bo zmieniał się ustrój i pojawiło się mnóstwo nowych zjawisk społecznych do opisania, ale ileż można czytać identyczne diagnozy, które na dodatek niewiele wnoszą konstruktywnego bo.

Są niezmiennie ponure. Są bezdennie smutne. Inteligenci piszący książki o Polsce w Polsce się męczą, bo Polska nie dorasta do ich estetycznych wyobrażeń o świecie. Nastąpiło poważne rozszczepienie w postrzeganiu jakości estetycznych między osobami głęboko zanurzonymi w kulturze, a takimi, których ona nie interesuje aż tak znowu bardzo. Tym zanurzonym w kulturze kultura odbija się czkawką, a reszta odwraca się do nich tyłem i w ogóle nie ma ochoty konsumować tej czkawki. Pewnie jakoś intuicyjnie wyczuwa tautologiczność.

Jakby samego ponuractwa było mało, to polska literatura najnowsza jest bardzo brutalna. Ja już nie mogę np. czytać o cierpieniu z powodu tych wojen co były, wojen urojonych, wojen potencjalnych, wojen symbolicznych. Wojny mnie nie interesują. Nie mam bezpośredniego doświadczenia wojny, a każdy na siłe mi je próbuje implementować. Tak robią np. oklaskiwani Łukasz Orbitowski i Szczepan Twardoch, żeby wymienić najbardziej utytułowanych i najbardziej męczących zarazem apologetów przemocy w literaturze. Miałam w listopadzie też w ręku książkę „Dziady” Pawła Goźlińskiego. Nie dałam rady skonsumować jej przemocowego języka, jakkolwiek autor jest bardzo utalentowany oraz pełni ważne stanowisko redaktora naczelnego ważnego pisma „Książki”.

Polscy pisarze są w depresji. Chyba wszyscy. Dlaczego od Polaków wymaga się, żeby czytali depresyjne wynurzenia ludzi w depresji? I jeszcze ma się pretensje o to, że nie chcą za to płacić. Oczywiście nie postuluję, żeby literatura była wyłącznie wesoła. Tak się nie da. Literatura jest po to, żeby przepracowywać różne rzeczy, ale można to robić na różne sposoby, nie tylko na jeden. Trudne zagadnienia można uczynić zabawnymi, zdystansować się wobec nich, zaproponować jakiś model terapeutyczny. A nie głęboki czarny tunel bez światła na końcu.

Wszystkim polskim pisarzom dedykuję na koniec piosenkę:

Trwa ładowanie komentarzy...