O tym, jak Dominika Dymińska mówi seksistom serdeczne "Danke"

Myślicie sobie pewnie, że jak robicie małe złe rzeczy, to pozostaje to niezauważone. Otóż nie jest tak. Są ludzie, którzy zapisują te małe złe rzeczy w kalendarzach, dzienniczkach i pamiętnikach. Prowadzą skrupulatny zapis Waszych patologii. Robi to na przykład Dominika Dymińska, pisarka.

Dominika Dymińska jest najładniejszą i najbardziej popkulturową twarzą Krytyki Politycznej, najbardziej popkulturowego lewicowego think tanku w Polsce.



Dominika Dymińska widziała na własne oczy dużo małych złych rzeczy, dziejących się w kuluarach warszawskich przyjęć. Widziała jak Panowie traktują Panie. A jest to nagminnie źle niezależnie od orientacji światopoglądowej. Przeżyła z tego powodu wiele napięć psychicznych, dręczyła się, że to z nią coś jest może nie tak.

Natomiast to nie z Dominiką jest coś nie tak, ale ze wszystkimi dookoła. Ze wszystkimi i ze wszystkim, co się dzieje w kuluarach warszawskich przyjęć.

Wypełnionych różnego rodzaju powtarzanymi po znajomych opiniami i wieczną aspiracją do nie wiadomo czego. Większość ludzi snujących się po warszawskich przyjęciach to cienie człowieczeństwa. Cieniom tym zależy głównie na tym, żeby się jakoś upostaciowić, ale brak im na to materii.

Festiwal warszawskiego seksizmu jest demokratyczny. Wysoko postawieni panowie z różnorakich środowisk szukają różnorakich metod, by móc się ślinić do różnorakich dziewcząt.

I chociaż są chlubne wyjątki, większości nawet nie należy się imię, mimo że mają nazwiska pisane wielką literą.

Moje ładne koleżanki są wiecznie nagabywane, wykorzystywane, ewentualnie dręczone pretensjami ze strony pozbawionych empatii Panów. Panowie zakładają, że nie puszczą one nigdy pary z ust w sprawie tego, co się dzieje.

No to Dominika puściła obłoczek w postaci książki „Danke”, za co jestem wdzięczna, bo feminizm ma u nas jedną brzydką wyobrażoną twarz nieogolonych nóg. A nie jest on ani brzydki, ani niemądry.



I chociaż oczywiście istnieją zastępy świetnych chłopaków, to o zagrożeniach godności ze strony tych nie świetnych warto mówić i się za bardzo w tej kwestii nie cackać.

Najlepiej wytykać patologie wierszem, bo inaczej krytyka zostanie odebrana jako pospolity hejt. To ulubiony wytrych tych, którzy nie lubią być krytykowani. Niepomni na merytorykę, odcinają się mówiąc „tyś jest smutny hejter”. Otóż poezji wysokoartystycznej trudno to zarzucić. Dzięki Bogu w niebiosach, że chociaż tyle.

Dominika postuluje dorośnięcie i protestancką etykę pracy na lewicy. Padły już pytania, czy to aby nie konserwatyzm. Otóż jest coś niezdrowego w tym, że pewien rodzaj przyzwoitości został w całości pojęciowo zawłaszczony przez konserwatyzm. Pewnie dlatego lewicy tak źle idzie.

Polecam książkę „Danke” wszystkim, a zwłaszcza wszystkim dziewczynom, które nie zdążyły się zetknąć z małymi, złymi rzeczami, ażeby odechciało im się próbować sprawdzać na sobie czy są to rzeczywiście rzeczy małe i złe. Gdyż tylko stanowczość może nas uchronić przed zakusami zwichniętych eg tych wszystkich męskich nie-mężczyzn.

Każdy ma prawo do naiwności, trzeba jednak ją rugować z całą zaciętością z dziewczęcych głów, gdyż na tym właśnie polega społeczna odpowiedzialność.
Trwa ładowanie komentarzy...